Urzędniczka przyniosła tablice rejestracyjne do mojego samochodu. Nagle jej wzrok padł na ciąg cyfr. – Może być z trzynastką? – zapytała z niepokojem.
Ale to jeszcze nic. Znajomy proboszcz opowiadał mi, jak jego parafianka załatwiała ślub dla swojej córki. Uparła się, że w piątek. Nie pomogły argumenty, że post, że dzień pokuty. Wreszcie ksiądz chwycił się desperackiego sposobu. – A nie słyszała pani, że „piątek – zły początek”? – zapytał. Na to kobieta bez wahania: „Piszcie: sobota!”.
Niedawno w czasie Mszy św. chciałem podać rękę na „znak pokoju” siedzącej za mną kobiecie. Ta jednak nagle cofnęła dłoń, bo stojący po naszej przekątnej sąsiedzi również podawali sobie ręce. – Nie na krzyż! – szepnęła trwożliwie.
Skoro o krzyżu mowa, to od dłuższego czasu dostaję reklamy „Krzyża papieskiego”. Na zdjęciu widnieje pozłacany krucyfiks „z certyfikatem autentyczności” i „pod wyłączną kontrolą Naczelnego Konserwatora Narodowego Instytutu Dzieł Sztuki Sakralnej” (oczywiście nie ma takiej instytucji). Poniżej czytam, że „ten drogocenny krzyż działa cuda! Dzięki niemu otrzymasz to, czego najbardziej brakuje ci w życiu: miłość, szczęście, pieniądze…”.
Krzyż jako amulet, zabobon w kontekście świętości – mocna rzecz. Stwórca zestawiony z jakąś „konkurencją”, która kieruje drogami czarnych kotów, przemawia przez horoskopy i karty tarota, i objawia ludzki los w szklanych kulach.
Wydawać się może, że poważni ludzie nie są przesądni, nie chodzą do wróżek i nie nabierają się na rozmaite reiki, feng shui i inne radiestezje.

|
(65 pt.) | |
|
|
(61 pt.) |
|
|
(49 pt.) |
|
(40 pt.) | |
|
|
(32 pt.) |
|
|
(26 pt.) |