Wkrótce stanął przed kolejną dramatyczną próbą. Nadeszły lata wzmożonej walki komunistów o władzę nad Kościołem. W 1952 roku usunięto naukę religii ze szkół, a gdy biskupi zaprotestowali, zostali wygnani z diecezji katowickiej, zaś na ich miejsce narzucono uległego władzy administratora apostolskiego. Przewodniczący Episkopatu, w zastępstwie uwięzionego prymasa Wyszyńskiego, chcąc uniknąć schizmy, zgodził się na mianowanie na to stanowisko ks. Piskorza, ale i tak wśród księży w diecezji nastąpił podział na popierających nowego administratora „karierowiczów” i na utrzymujących kontakt z prawowitymi biskupami „oportunistów”. Blachnicki opowiedział się po drugiej stronie i krytykował prokomunistyczne decyzje administratora: likwidację tradycyjnej pielgrzymki mężczyzn do Piekar Śląskich, szykanowanie księży wiernych biskupom i popieranie środowiska tzw. „księży patriotów” oraz doprowadzenie do przejęcia przez PAX „Gościa Niedzielnego”. W związku z tym Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła przeciwko niemu działania operacyjne, które opatrzono wiele mówiącym kryptonimem „Zawada”.
Kapłańskie albo – albo
Kiedy ks. Blachnicki w przemówieniu wystąpił przeciwko inicjatywie zwołania synodu diecezjalnego i pod jego wpływem wielu księży odmówiło współpracy w tym dziele, administrator odczytał jego zachowanie jako niesubordynację i przeniósł go z parafii w Cieszynie do Bierunia Starego. Kapłan uznał to za przejaw represji i odmówił wykonania rozporządzenia. Opierał się przy tym na słowach zastępującego uwięzionego prymasa Wyszyńskiego biskupa Klepacza, który miał powiedzieć, że gdyby księży występujących przeciwko organizacji synodu spotkały represje, nie mają oni obowiązku takim decyzjom się podporządkowywać.
Ksiądz Piskorz w odwecie nakazał proboszczowi wyrzucić ks. Blachnickiego z probostwa, więc kapłan wyjechał do klasztoru franciszkanów w Niepokalanowie, gdzie podjął głębokie rozeznanie swojej sytuacji i czekał na ostateczną decyzję ze strony Episkopatu. W pamiętniku zanotował wówczas: „Z początkiem września powziąłem decyzję odmówienia posłuszeństwa ks. Piskorzowi – z motywów zasadniczych. Odtąd jestem w zawieszeniu, sytuacja moja prawna jest niewyjaśniona. Gdy teraz rozważam mój krok – nie mogę znaleźć motywów na potępienie go – nie żałuję, żem tak postąpił. Wprawdzie dzisiaj może bym tak nie zrobił. Dzisiaj byłbym zdolny rozważyć tę sytuację głębiej, z punktu widzenia nadprzyrodzonych motywów – i wtedy może decyzja wypadłaby inaczej”.
Totus Tuus
Kiedy od biskupa Klepacza nadszedł nakaz podporządkowania się decyzji administratora, ks. Blachnicki przeżył ten fakt jako kolejny wymierzony w niego cios, jednak w jego sumieniu zaczynały pojawiać się wątpliwości. Zaczął siebie pytać: Czy cała jego „samoobrona nie jest tylko manewrowaniem utajonej pychy – która za żadną cenę nie chce przyznać się do winy i upokorzyć się?”. „Czy nie jestem czasem na tej drodze, co różni heretycy, którzy właśnie byli przekonani w sobie – że walczą o dobrą sprawę – o Kościół – o Prawdę?”.
Wreszcie po wielkich duchowych zmaganiach swoją ostateczną decyzję oddał w ręce Maryi, mówiąc: „Oświadczam swoją wolną wolę – o ile ona jest wolna – że nie chcę innej woli – jeno Twojej. Nie zważaj na sprzeciwy budzące się w mojej naturze – tylko przeprowadź Swoją wolę – bo ja tak chcę…”.
dodane przez: Jarek Kumor 2010-07-31 00:40:53
|
|
(79 pt.) |
|
(75 pt.) | |
|
|
(69 pt.) |
|
|
(68 pt.) |
|
|
(51 pt.) |
|
(37 pt.) |