Odkrył wtedy, że jego dotychczasowa praca nad sobą bywała niekiedy realizacją idei samozbawienia. Powinnością zaś w tej mierze było zaakceptowanie swojej słabości i powierzenia się Bogu – jedynemu, który przez łaskę może zbawić człowieka. Doświadczenie to Blachnicki określał później jako swoje „drugie nawrócenie”. Dzięki niemu, bardziej niż na własnych niedoskonałościach, koncentrował się na Bożej miłości i z ufnością jej się powierzał.
Niewykluczone, że kryzys ten był również pokłosiem ówczesnej metody formacyjnej w seminarium, która polegała z jednej strony na wskazywaniu wzniosłych ideałów świętości, a z drugiej na nieustannym odwoływaniu się do woli, która powinna być posłuszna tym wzorcom. Jednak dla Blachnickiego człowiek to nie tylko rozum i wola, ale również „jaźń habitualna”, na którą składa się „temperament […], różne namiętności, złe skłonności, często zupełnie nieuświadomione…”. „Te wszystkie siły tkwią w woli lub wpływają na nią. I w tym właśnie tkwi cały problem, że wola sama z siebie nie może się spod działania tych sił wyzwolić. Chociażby nawet zasady doskonałości były jej znane i jasno poznawalne – to nie od niej zależy wprowadzanie ich w życie – tylko od działania Bożego, od łaski.”
„Tymczasem wola nawet całkiem nieświadomie może kierować się pychą, miłością własną pod pozorem dobra. To jest przecież najcięższa i najniebezpieczniejsza pokusa w życiu wewnętrznym. Dlatego działanie Boże idzie w całkiem przeciwnym kierunku. Nie wspomaga ono woli do zrealizowania różnych cnót i doskonałości, lecz każe jej doznawać nieustannych porażek, doświadczeń swej niemocy. W ten sposób chce ją nauczyć pokory. Niezrozumienie tego tak ze strony tych, co dążą do doskonałości, jak i tych, co innych prowadzą, jest źródłem wielu trudności i załamań w życiu wewnętrznym”.
Odtąd całe późniejsze życie wewnętrzne ks. Franciszka Blachnickiego będzie koncentrowało się na napięciu między jego nadmiernym – niekiedy – aktywizmem a autentycznym pełnieniem woli Bożej. Wszelkie życiowe i duszpasterskie porażki będzie przypisywał swoim nieokiełznanym ambicjom i słabościom, a wszelkie dobro i sukcesy Bożej łasce, na którą udało mu się właściwie odpowiedzieć.
Dylematy młodego wikarego
Tak było w przypadku jego działalności na pierwszej parafii w Tychach, gdzie na wzór harcerski zorganizował ponad stuosobową grupę służby liturgicznej, ale skonfliktował się z proboszczem. Po odwołaniu go z tej parafii starał się o pogłębione rozeznanie swojej sytuacji. Nie szukał winy poza sobą, ale przede wszystkim w sobie: „Wychodząc z seminarium zdawałem sobie dobrze sprawę, że nie jestem jeszcze oddanym narzędziem Bożym, że w podświadomości mojej drzemie cały szereg namiętności czyhających tylko na to, aby zawładnąć moim działaniem”. Odkrył w sobie tendencję do aktywizmu duszpasterskiego, który pcha go do budowania dzieł dla własnej, a nie dla Bożej chwały.

|
|
(79 pt.) |
|
(75 pt.) | |
|
|
(69 pt.) |
|
|
(68 pt.) |
|
|
(51 pt.) |
|
(37 pt.) |