Znajoma się obruszyła, ale to przecież siostra miała rację. Dziś w kościele mało która pani ma odkryte ramiona – cieniutkich ramiączek w ogóle nie widać. Widać nie tylko tę jedną znajomą siostra Błażeja kiedyś zaczepiła. A może tylko na lepszy dzień trafiłam? Zdarzają się przecież miejsca, gdzie trudno rozpoznać, czy ktoś wiedział, że na Mszę świętą idzie, czy może wybierał się na plażę. Tylko ręcznika przewieszonego przez ramię brakuje i dmuchanej kaczuszki. Zdarza się też, że ktoś z elegancją przesadzi i przy klękaniu spod krótkiej spódnicy błyśnie czerwona bielizna. Pewnie: można powiedzieć księdzu i ludziom dookoła, żeby lepiej Panem Bogiem się zajęli, a nie moimi ciuchami. Ale po co w takim razie się tak stroić, skoro nikt nie patrzy? Też dla Pana Boga? Ksiądz Pawlukiewicz pisał o takim zachowaniu brutalnie: „Przychodzą i żebrzą, by ktoś na nich zwrócił uwagę”.
Pewien kierowca autobusu w Wielkiej Brytanii wyrzucił pasażerkę z pojazdu, bo rozpraszała go wyeksponowanym biustem. Ksiądz tego nie zrobi, bo mu zarzucą, że patrzy tam, gdzie nie powinien. Ale to działa, zwraca uwagę: niestety nie budzi u nikogo pozytywnych emocji. Strój niedobrany do sytuacji zawsze nas skompromituje, niezależnie od tego, jak pięknie i zmysłowo będziemy w nim wyglądać.
Dla panów
Żeby nie było, że tylko kobiet się czepiam. Rozpięte na piersi koszule czy krótkie spodnie u panów również są w kościele nie do przyjęcia. Szybko uczą się tego ministranci – jeśli popełnią taki błąd, to tylko raz w życiu. Niewtajemniczonych proszę tu o wyobrażenie sobie, jak wygląda chłopiec w krótkich spodenkach, dokładnie okrytych komżą... Kompromitacja, wstyd wyjść do ołtarza – i już na długie lata wiadomo, że do kościoła, niezależnie od upałów, spodnie zakłada się zawsze długie. I nie ma tu mowy o żadnych kompromisach.
Punkt drugi dla panów to buty. O sandałach i skarpetkach powiedziano już tyle, że każde następne zdanie będzie obrazą inteligencji mężczyzn. Dodam tylko, że same sandały przystoją na Mszy św. podczas pielgrzymkowej drogi (ba, tu można nawet boso), ale już w niedzielę w kościele – trochę mniej. A jeśli buty pełne – to czyste… Jeden z operatorów tv na liturgii paschalnej w katedrze miał buty, jakby do kościoła szedł przed trzy hektary świeżo zaoranego błota. Nie miejmy złudzeń, to widać. Widać pod ławką, widać zza ołtarza, widać spod sutanny i ornatu. Buty nie muszą być drogie, buty nie muszą być nowe, ale buty nie mają prawa być brudne. To też część kościelnego dress code’u.
Umieć żyć
Trwają wakacje. Nie wiadomo, co spotkamy po drodze, a trudno jeździć wszędzie w golfie. Ale duża chusta, którą można przykryć ramiona albo obwiązać nią biodra dużo nie waży, a ratuje twarz. Zachowajmy to minimum. Pan Bóg się na nas nie obrazi – tak jak nie obraziłaby się pewnie ciocia, do której na proszone imieniny przyszlibyśmy w wytartym dresie. Ale my nie będziemy czuć się niezręcznie, pchając się z naszym ciałem w przestrzeń, która jest zarezerwowana dla Niego. I nie wzruszymy ramionami na to, jak reagują inni, bo również za ludzkie reakcje bierzemy na siebie odpowiedzialność. Na tym polega nie żadna głęboka duchowość, ale zwyczajny savoir – vivre.
Monika Białkowska – PRZEWODNIK KATOLICKI

|
|
(79 pt.) |
|
(75 pt.) | |
|
|
(69 pt.) |
|
|
(68 pt.) |
|
|
(51 pt.) |
|
(37 pt.) |
Komentarze:
anna
Tak kościół to Dom Boży i ubranie powinno być skromne i taktowne. Uważam że dalece nietaktowne są suknie ślubne przed ołtarzem . Tu kościół powinien coś zadziałać .
(Skomentowano rok temu)